Saturday, October 27, 2012

Halloweenowe urodziny Helen


 Jedyne zdjęcie jedzenia z urodzin Helen, mummie z hot dogów. Obiad przy świecach z odgłosami jak z horrorów we wspaniałej atmosferze uwazam za udany!




 Edward i Bella ;)


Śnieżne okolice Fantoftu wyglądają tak. Spacer w takich warunkach był idealnym lekarstwem po bardzo udanej imprezie poprzedniego wieczoru.







Thursday, October 25, 2012

Śnieg


Wiecie kto widział pierwszy śnieg w tym roku? 
JA!

Nic nie zostaje na ziemi, bo jest za ciepło (uwaga, uwaga: 2 stopnie!) Ale pada całkiem solidnie.


Aparat w komórce nie łapie śniegu, za to pokaże Wam obecny widok z mojego okna. 
Strasznie żałuję, że nie mam aparatu, bo przydałaby się cała nowa sesja z jesiennego Bergen.

Wednesday, October 24, 2012

Najbliższe plany

Nie chcę zapeszać, ale już zapomniałam co to znaczy deszcz w Bergen! Od dłuższego czasu nie miałam kaloszy na nogach, odzwyczaiłam się od noszenia prasolki w torbie. To ile czasu mineło od ostatniego deszczu uświadomiłam to sobie dopiero dzisiaj, kiedy znalazłam ten cytat:

“Bergen is the most beautiful city in the world when it doesn’t rain,”
said one Norwegian to me. There was a pause.
“It always rains in Bergen.” 

Ludzie zdecydowanie przesadzają z tym deszczem w Bergen! W tej chwili czuję się teraz bardzo szczęśliwą mieszkanką najpiękniejszego miasta na świecie. Chociaz podejrzewam, że jutro będę sobie pluła w brodę za te słowa. Według prognozy jutro ma padać deszcz ze ŚNIEGIEM! Czyżby pora na wyciągnięcie emu z dna szafy..? 

W piątek urodzin Helen i impreza halloweenowa. Planowanie już ruszyło pełną parą, obiad w spooky stylu, a potem forspiel i impreza z Klubb Fantoft. Muszę jeszcze wymyślić jakieś przebranie dla siebie, z tym może być problem, bo nawet nie mam kolorowych kosmetyków ze sobą.

Saturday, October 20, 2012

Aparat

To już pewne, mój aparat opuścił świat żywych :(

Wiem, że jestem w mieście, które znane jest z tego, że ciągle tu pada, dlatego ironią losu jest to, że zalałam aparat akurat w słoneczny dzień. Uważajcie na źle zamknięte butelki z wodą, które są w tej samej torbie co urządzenia elektryczne :/ Niezbyt dobry czas na takie pożegnania. Podejrzewam, że od teraz zdjęcia będą się tu pojawiać rzadko albo nie będa najlepszej jakości (witaj aparacie w komórce...)

Usiłuje właśnie napisać pierwszy większy esej od czasu ostatniej sesji przed wakacjami. Strasznie ciężko się zebrać, Fantoft jest beznadziejnym miejscem, jeśli chodzi o naukę. Zdecydowanie za dużo tu powodów do rozproszeń. W tej chwili jednym z nich jest pudełko pierniczków stojące na biurku koło mnie i wołające moje imię ;) Czy w Polsce też zaczynają już sprzedawać świateczne rzeczy? 
Tutaj już zaczyna się nieźle rozkręcać.

Thursday, October 11, 2012

Duff beer

Wczoraj znalazłam w sklepie piwo Duff! Piwo, które jest w każdym odcinku Simpsonów!
Gdybym tylko dażyła piwo taką samą sympatią jak serial to od razu bym je kupiła ;)

A to widok z przed godziny, zapowiada się piękny dzień. Oby wieczór był bezchmurny, może wreszcie uda się nam zobaczyć zorze polarną, która podobno właśnie jest nad Bergen, ale przez chmury nie dało się nic zobaczyć. Wczoraj koło 22 poszłyśmy z Helen do parku w okolicy w poszukiwaniu zorzy, ale jedyne co widziałyśmy to gwiazdy ledwo przebijające się przez zachmurzone niebo. Dzisiaj po zmroku ponawiamy poszukiwania, już w większym gronie.
Wczoraj w skrzynce znalazłam list z biblioteki uniwersyteckiej, z której miałam dwie książki. To było moje ostatnie ostrzeżenie przed wyciągnięciem konsekwencji finansowych, więc zaraz po dzisiejszym seminarium pobiegłam je zwócić, całe szczęście obyło się bez żadnej kary :)

Monday, October 8, 2012

Car hiking



Dzisiejszy dzień spędziłam na spontanicznej wycieczce samochodowej z niemieckimi znajomymi. Oddaliliśmy się około 100 km na północ od Bergen. Głownym celem była wyspa Fedje, z której widzielibyśmy bezpośrednio morze północne, jednak godziny kursowania promu zupełnie nam nie pasowały i troche zmieniliśmy trasę. Pogoda była typowo norweska, w jednej sekundzie świeci słońce, w kolejnej leje deszcz. Dzięki czemu na każdym kroku były tęcze.



Ciągle trafialiśmy na jakieś zwięrzęta. Pierwszy był lis na środku drogi, później stado owiec.


Saturday, October 6, 2012

Piątek

Fantoft w stylu Hollywood. Dekoracje na wczorajszą imprezę tematyczną o gwiazdach kina.  Mieliśmy problemy z przymocowaniem tego napisu gdziekolwiek i skończyło się na tym, że przyczepiliśmy go do tkaniny  i już nie wyglądal jak napis na wzgórzu Hollywood. Bardziej pasowałby na imprezę halloweenową, ale może przynajmniej wykorzystamy go jeszcze raz za miesiąc ;)


Wczorajszy wykład na mediach dotyczył gier komputerowych. Pierwsza część była poświecona agresji w grach, związku ze strzelaninami w szkołach itp. Natomiast po przerwie (na oko 45 letnia) kobieta z energią opowiadała o grach komputerowych i ich wpływie na społeczeństwo, o ich znaczeniu w życiu przeciętnego człowieka. Abyśmy lepiej rozumieli dała nam do zabawy iPada i Nintendo z grą o szczeniakach.

Jeszcze co do nauczycieli to kiedy spytaliśmy się kobiety od norweskiego czy na egzamin ustny mamy sie ubrać elegancko, ona dostała ataku śmiechu, mówiąc, że to nigdy nie słyszała tak dziwnego pytania i oczywiście, że nie musimy. Mamy przyjść ubrani najzupełniej normalnie. Była bardzo zaskoczona jak własciwie cała klasa przyznała, że w naszych krajach tak się robi ;)

Friday, October 5, 2012

Pierogi party






Kiedy Aileen miała gościa - Miao z Chin, zrobiliśmy pierogi na obiad. Wcześniej przygotwałyśmy z Anna farsze i ciasto, ale reszte zostawiłyśmy naszym gościom. Najbardziej międzynarodowe pierogi, jakie można sobie wyobrazić. Lepili z nami: Rebecka, Sego, Aileen, Miao, Sebestian. Kiedy tydzień wcześniej, podczas niemieckiego obiadu przygotowanego przez Helen i Martina, mówiłyśmy, że zrobimy pierogi Sego wreszcie olśniło. Nagle wtedy jej się przypomniała ta nazwa, której szukala od 6 lat. Wtedy była na wycieczce w Polsce i wiedziała, że jadła coś bardzo dobrego i nie pamietała co to.  Pamiętała tylko smak (przez tyle czasu!), ale stwierdziła, że nasze były nawet lepsze od tego co pamietała :)

Pierwszy pieróg tego obiadu, potem lepienie odbywało się na 14 rąk, a mimo to zajęło nam 2 godziny.






















Oto efekt końcowy, część tego obecnie czeka w zamrażalniku na drugi obiad.