Monday, August 27, 2012

Hva gjør du på fritida?

widok z okna podczas zajęć z norweskiego
Jestem po pierwszej lekcji norweskiego. Muszę kupić książkę za 300 NOK, chyba ich pogięło...  Dziś nie nauczyłam się wiele, głownie jak się wymawia poszczególne litery i różne ich kombinacje. Przez większość część zajęć lektorka opowiadała o sprawach organizacyjnych i o sobie. Ogólnie nauczycielka jest miła, ale gdyby nie Helen, która ze mna była to chyba nie byłabym zadowolona z tych zajęć. Mam nadzieję, że potem się rozkręci i jednak czegoś się nauczę. Chociażby nazw produktów, że więcej nie popełnić takiego samego błędu jak ostatnio z mąką.

Przed norweskim spotakłyśmy się z dziewczynami w Kvarteret na darmową kawę. Dołączył do nas Sebastian z kolegą i tak spędziliśmy dwie godziny na pełnym słońcu. Oczywiście pogoda w Bergen zawsze mnie zaskakuje i jestem kompletnie nie przygotowana na słońce. Dzisiaj miałam na sobie najgrubsze czarne jeasny i ciepłą bluzkę z długimi rękawami, a w torbie kurtkę przeciwdeszczową, sweter i szalik. A to dlatego, że przed wyjściem z domu sprawdziałam prognozę: 11 stopni i chmury. Może zamiast noszenia kurtki przy sobie powinnam zacząć nosić sukienkę na zamianę.


Sunday, August 26, 2012

Ulriken - zdjęcia

 Kilka zdjęć ze szczytu Ulriken.








Idealne buty na chodzenie po górach. Coś a'la crocsy, ale bardziej balerinkowate. Zwłaszcza gdy większość drogi powrotnej szło się środkiem strumyka.



W drodze powrotnej znalazłam dwa nowe murale. Max (kolega Sebastiana) powiedział mi, że jest to znany artysta z Bergen, ale nie pamietał jego nazwiska. Może jeszcze kiedyś sie dowiem. A póki co szukam dalej.



Greighallen

Nadszedł czas na kolejną górę. O 11:30 spotykamy się, aby zdobyć Urliken (643 m n.p.m.), najwyższy szczyt z siedmiu gór otaczających Bergen. Dzisiaj będziemy w większym towarzystwie, dołączy do nas Sebastian, który będzie naszym przewodnikiem, bo już 2 razy był na Ulriken i jego kolega.

Jednak najpierw muszę posprzatać kuchnię, dzisiaj kończy się mój tydzień opieki nad nią.

szatnia w Grieghallen


Wczoraj spędziłyśmy dzień kulturalnie. Poszłyśmy na dzień otwarty do filharmonii Grieghallen. Posłuchałyśmy koncertu bębnowego i organowego. Byłyśmy na scenie i za nią. Przy okazji załapłyśmy się na tradycyjną (i darmową!) norweską zupę rybną. Mniaaam !
a to wszystko w gumiakach i kurtkach przeciwdeszczowych ;)



Tak bawi się Anna, gdy w Bergen pada. Wbija się na zabawki dla dzieci i szaleje ;)



Po powrocie krótka sesja na siłowni, a potem integracyjna pizza party w naszej kuchni. Z dziwnym ciastem, bo kupiłyśmy mąkę jęczmienną, a nie zwykłą. "Jęczmien jest bogaty w witamine E i ogromna ilosc rozpuszczalnego blonnikaPrzynajmniej zjedliśmy coś zdrowego ;) Ale trzeba sie wreszcie nauczyć tego norweskiego, bo muffiny byłyby koszmarne z tą mąką.

Pizza party przeciągnęło się do nocy, ale fantoft był wczoraj dziwnie cichy, więc i my stosunkowo szybko poszliśmy spać.

Thursday, August 23, 2012

Dzień 16

Tego typu malunki są porozrzucane po całym Bergen.



Wczoraj na zajęciach z geografii skandynawskiej odwiedził nas mieszkaniec parku, o którym wcześniej wspominałam. Teraz juz rozumiem czemu wszystko jest tu zamknięte i nawet toalety otwiera się naszym Student ID. Tym razem ten narkoman wszedł razem ze wszystkimi, niezłe się zataczajac i zwracając na siebie uwagę wszystkich studentów. Kiedy wykład się zaczął, on nagle wstał i poszedł do wykładowcy z prośbą o dlugopis. W końcu ktoś mu dał, wrócił na swoje miejsce z tylu klasy i zdjął kurtkę ledwo utrzymując się na krześle. Po kilku minutach dotarło do niego, że nie powinien tu być i pożegnał się ze wszystkimi głośno krzycząc bye. Trwało to może z 10 minut i przez ten cały czas wykładowca prowadził zajęcia, w ogóle nie patrząc na niego, zupełnie jakby nie było problemu, a właściwie wszyscy byli bardziej zainteresowani co zaraz zrobi nasz gość, niż kolejnymi faktami o Norwegii. Dopiero kiedy nas opuścił, wykładowca skomentował jego obecność..




Rebecka musi przeczytać tę książkę. Cena po przecenie. Wow!


Aby nie musieć wydawać tyle na książki odwiedziłyśmy dzisiaj bibliotekę, ktorą się samemu obsluguje. Tzn są ludzie od pomocy, ale raczej wszystko się robi za pomocą komputera. Najpierw się wyszukuje ksiażkę, dostaje się jej dokladne położnie (regał i  numer półki). Ze książką w dłoni idzie się od innego urządzenia, kładzie sią ksiazke na jednej czesci, z drugiej strony skanuje się swoją legitymację i gotowe - ksiazka wypożyczona, nawet dostajesz potwierdzenie. Oddaje się też za pomocą maszyny. Byłysy też drukować CV i tam tez jest wszystko skomputeryzowane. Logujesz sie na swoim koncie w komputerze, wysyłasz pliki do drukowania, potem idziesz do drukarki skanujesz swoja legitymacje i na ekraniku drukarki pojawia się to co sie ma na swoim koncie i jeszcze mozna sobie wybrać czy chce się wydrukować wszystko, czy tylko konkretny plik. 
Zaskakujaco łatwo wszystko się robi :)




 Ze specjalną dedykacją dla Olgi ;)






Sunday, August 19, 2012

Løvstakken



Zaliczyliśmy drugą górę z siedmiu otaczających Bergen. Jeszcze tylko pięć przed nami. Chcieliśmy się wybrać na najniższą z gór, jednak mieliśmy problem, żeby ja znaleźć, więc weszliśmy na inną. Okazało się, że to Løvstakken. Nadal nie jest bardzo wysoka, ale jako, że nie szliśmy żadną ścieżką, tylko przedzieraliśmy się przez żywą naturę było dość trudno. Ale nieporównywalnie lepiej niż na Floyen, gdzie szło się ułożonymi drogami, ciągle z tym samym nachyleniem używając tylko jednych mięśni. Dzisiaj mieliśmy dużo rozrywek wchodząc na górę. Widzieliśmy wodospad:


I napotykaliśmy liczne strumyki, których nie dało się inaczej pokonać niż przejść bezpośrednio przez nie. 

A nawet jak strumyk udało się przeskoczyć to zaraz były jakieś inne podmokłe tereny. Już na początku wspinaczki moje buty były całkiem mokre i wyglądały tak:

Ale zdjęcie nie przedstawia tego co działo się w środku buta. Miałam tam tyle wody, że dało się wyżymać. Spodnie też miałam mokre, ale po powrocie do domu wzięłam porcję leków, więc może nie będę chora.

A tu kilka widoków z różnych etapów wspinaczki i z samego szczytu.









Robin wspinający się na wieżę na szczycie.




 Na szczycie zastaliśmy też kolejny zatrawiony dach.



 Fiord, w którym moczyłam nogi z góry prezentuje się jeszcze piękniej.


To właśnie tam byliśmy, tylko z tej strony nie widać tego najwyższego szczytu.
Ania, Helen i Robin

Dzień 12

Wieczorem wybrałyśmy się na spacer po okolicy. Jezioro nazywa się Storetveitvannet, a czerwona postać na zdjęciu to Anna ;) Mimo deszczu było całkiem przyjemnie.

 Trawiasty dach. To wszystko w okolicy Fantoftu.

W ciągu ostatnich 4 dni widziałam codziennie straż pożarną pod moim budynkiem. Ciągle są jakieś fałszywe alarmy pożarowe, ale już przestaję się tym przejmować, gorzej jak naprawdę coś się stanie.

Thursday, August 16, 2012

bliskie fjordy

Zamek królewski, kiedy norweski król z rodziną odwiedza Bergen to właśnie tu się zatrzymuje. A kiedy ich tam nie ma, zwykli ludzie mogą sobie chodzić po parku na około.

To tu dzisiaj moczyłam nogi, woda chłodna, ale koleżanki twierdzą, że dało się pływać. Jak jeszcze któregoś dnia będzie słońce to już nic nie stanie mi na przeszkodzie w zanurzeniu się pod wodę ;) 






Aileen z rozgwiazdą. 


I widok z drugiej strony.  Dużo ludzi, bo wszyscy korzystają z pogody. Ciągle nie wierzę, że jestem w Norwegii, jest tak ciepło i słonecznie i właśnie spędziłam kilka godzin w królewskim parku. I to tylko 15 minut na piechote z mojego akademika! 


Wednesday, August 15, 2012

Fløyen


Dzisiaj wybrałyśmy się na wycieczkę na górę Fløyen. Można skorzystać z kolejki, 
ale zdecydowałyśmy się zdobyć ten jakże wysoki szczyt (320m n.p.m.) o własnych siłach. Widoki wspaniałe!





Uwaga na czarownice!



Chociaż chyba bardziej trzeba uważać na tego typu osoby jak ta dziewczyna z plecakiem po prawej. Miała tak krótkie szorty, że było jej widać pół tyłka, a jak się trochę od nas oddaliła to wyglądało jakby szła bez majtek. To zaskakująco częsty widok w Bergen, to słońce źle działa na tubylców ;)



po wspinaczce zaslużyłyśmy na nagrode ;) mniam!
widok z samej góry



A to już z drogi powrotnej z tramwaju. Chłopak wracał z treningu i w bucie miał jabłko, hmm..smacznego.