Piosenka przewodnia dzisiejszego dnia to dla mnie I follow river -Lykke Li.
Włączcie na czas oglądania zdjęć :)
Dzień drugi spędziłyśmy również na muzeach, żeby doszczędnie wykorzystać nasz oslo pass. Obliczyłyśmy, że kupując go zaoszczędziłyśmy przynajmniej drugie tyle co na niego wydałyśmy, licząc nasze przejazdy na gapę, po skończeniu się ważności naszego biletu. Jesteśmy usatysfakcjonowane, że tyle udało się nam zobaczyć.
Zaczęłyśmy od Muzeum Muncha, na którym ja osobiście się zawiodłam. Wiem, nie jestem znawcą sztuki, ale Krzyk naprawde nie wygląda bardziej imponująco na żywo niż na zdjęciach.
Potem pojechałyśmy do muzeum technologii, najbardziej interaktywne muzeum w Oslo. Zdecydowanie warto na nie poświęcić więcej czasu, my musiałyśmy przez nie niemal biec a i tak spędziłyśmu tam chyba z 2 godziny.
Następny przystanek to było Muzeum Historii, które było tak nudne, że nawet nie mamy z niego prawie żadnych zdjęć.
iglo
Później, z kilkoma problemami i niezbyt, dotarłyśmy do Muzeum Designu i Sztuki Użytkowej.
wiele sposobów na wykorzsytanie laski.
kalosz
A na koniec poszłyśmy do Muzeum Sztuki Współczesnej. Rewelacja! Niestety miałyśmy miałyśmy mało czasu i nas wyprosili po 40 minutach, zdecydowanie mogłybyśmy spędzić tam więcej czasu.
Jutro planujemy zobaczyć jeszcze kilka muzeów, które mają już darmowe wejście i ogólnie pochodzić po mieście. Wieczorem spotykamy się z naszym hostem i Shem, jego koleżanką z dzisiejszego obiadu, pokaża nam ich miejsca w Oslo i te mniej turystyczne, bo to zobaczymy same wczesniej tego dnia.
Wybaczcie beznadziejna jakość panoramy, ale mój aparat w telefonie nie jest mistrzem jeśli chodzi o te sprawy ;) to jest okolica, w której mieszkamy.
Masa przypadkowych zdjęć z pierwszego dnia w Oslo.
The Polar Ship Fram
Viking Ship Museum
Skocznia Holmenkollen. Punkt widokowy w Oslo, jednak miałyśmy pecha z pogodą i jedyne co widziałyśmy to gęsta mgła. Ale dobrze sie bawiłyśmy w muzeum narciastwa, bawiłyśmy się z misiem i okularami z flaga Norwegii na szkłach.
Widok z samej góry:
Nobel Peace Center
I mega czajnik naszego hosta, można nawet ustawić temperaturę wody!
Czajnik jest dopasowany do windy w jego budynku ;)
Zdjęcia są głownie z jednej cześci podróży, w reszcie albo spałam albo byłam zbyt wolna na robienie zdjęć. Ale widoki były bardzo różnorodne cały czas. Zdecydowanie polecam tę trasę. W lato, kiedy dzień jest dłuższy pewnie jest jeszcze piękniejsza, ja straciłam jakies 2 godziny na czekaniu na wschód słońca.
Na deser grzane wino, ktore robiliśmy na świateczny event TU. Zwróć uwagę na wielkość garnka! Zapach wina unosił się na korytarzu jeszcze przez kilka kolejnych dni.
Nie moge uwierzyc, ze za 24 godziny bede juz w Oslo. mam wrażenie, że żegnam kogos innego, że i tym raz to ktoś inny wyjeżdża, a nie ja.. Właśnie mnie to uderzyło. Zaczynam sie pakować..
W piątek ostatnia impreza w pełnym składzie. Temat tego piątku lata 80' i 90', nie trudno sobie wyobrazić, że miałyśmy kupę zabawy tańcząc znów macarene i las ketchup.
W sobotę zaczęłyśmy od zwiedzenia miasteczka domków piernikowych, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie! Nie spodziewałam się, że może to wyglądać tak wspaniale! Znalazłam swój domek, ale postawili go od najbrzydszej strony :(
Po tym zostałyśmy na Lysfest, które również wspominam bardzo dobrze. Najpierw śpiewaliśmy świąteczne piosenki i odliczaliśmy do zapalenia illuminacji na wielkiej choice, a kiedy zaczęło się ściemniać każdy mógł wziąć rozpaloną pochodnię. Wspaniały widok, kiedy pochodnie zaczęły się rozprzestrzeniać na około całego jeziora, gdzie odbywał się Lysfest. Na zakończenie były fajerwerki, które trwały bite 10 minut! Podejrzewam, że Sylwester w tym roku niczym nie juz nie zaskoczy, bo tego dnia widziałam chyba wszystkie możliwe kobinacje. Nawet serduszka i uśmiechnięte buźki ;)
W niedziele zrobiło się jeszcze zimniej. Odczułyśmy to bardzo mocno po naszym krótkim spacerze po okolicy. Ale pogoda była idealna! Zaczęłyśmy spacer w dzień, skonczyłyśmy już po zachodzie słońca. Chociaż tutaj nie trwa to zbyt długo.