Po rozmowie z buddy'im Anny, który powiedział nam, że wsypa Askøy jest piękna postanowiłyśmy się tam dzisiaj wybrać. Nie zważając na nienajlepszą pogodę, uparłyśmy się, że musimy tam pojechać, mimo wielkiego zdziwienia wszystkich ludzi, których pytałyśmy się o drogę. Kiedy dotarłyśmy na wyspę zaczęły sie jeszcze większe schody, ludzie nie potrafili nam poradzić co powinnyśmy zobaczyć, polecali nam centrum handlowe jako jedyną ciekawą rzecz, więc zaczynałyśmy być przerażone. Jednak uparcie dążyłyśmy do celu: plaże. Po rozmowie z kierowcą autobusu (był baaardzo dziwny) dotarłyśmy do przystanku, z którego miałyśmy dotrzeć bezpośrednio na plażę, jednak nic takiego się nie stało.
Byłyśmy na zajezdni autobusowej, Helen dowiedziała się, że wysiadłyśmy o przystanek za wcześnie
i że kolejny autobus będzie tu za godzinę. Było zimno, więc nie zastanwiając się długo ruszyłyśmy na piechotę. Po przejściu kilkuset metrów usłyszałyśmy wołanie. Krzyczał do nas kierowca autobusu
i zaprosił nas do środka. Okazało się, że kierowca po rozmowie z kolegami z zajezdni dowiedział się gdzie chcemy iść i zobaczył, że idziemy na piechotę i pojechał specjalnie za nami autobusem, żeby nas podwieźć! Za darmo i na dodatek w swoim wolnym czasie!
W końcu dotarłyśmy na plaże!
Dzisiaj miałyśmy kolejny wieczór filmowy. Z założenia oglądamy dziewczęce filmy, jednak z tygodnia na tydzień przybywa nam męskich towarzyszy. Tydzień temu był tylko Sebastian, dzisiaj byli w dwójkę z Janem, a na kolejnym już się zapowiedział Max. Nie wiem jak się pomieścimy u mnie w pokoju, bo już w 6 osób jest ciasno. Ale trzeba się dostosowywać do fantoftowych warunków.
Wczoraj byliśmy na imprezie w innym akademiku, kiedy wróciliśmy do Fantoftu poszliśmy jeszcze do naszej kuchni, ale nikt nie miał żadnego alkoholu, więc siedzieliśmy pijąc kranówkę, żartując, że z kranu leci nam wódka ( niczym Johnny Walker na żaglach =P)
I kilka zdjęć z zeszłego tygodnia.
Tak wyglądała nasza pizza z pizza party z Sebastianem. Była tak wysoka od ilości składników, że żartowaliśmy, że można się po niej wspinać.
A tak wyglądał mój pokój po zrobieniu prania. Jestem zbyt skąpa, żeby kupić suszarkę na ubrania, więc każda część mojego pokoju została wykorzystana. Rebecka stwierdziła, że wygląda jak tropikalna dżungla (nie widać na zdjęciu 2 pozostałych ścian, czarna plama na góre to suszący się ręcznik). Jednak po przeglądaniu zdjęć innych ludzi z Fantoftu, że nie tylko ja tak robiłam.

No comments:
Post a Comment